„Alkohol i kluczyki? Wykluczone!”

Kampania społeczna pod tym tytułem sfinansowana przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wyświetlana jest mniej-więcej od połowy października. Ma kosztować około 8,4 mln złotych. Tymczasem 31 października pijany kierowca z dwoma pasażerkami na tylnym siedzeniu zabija w centrum Warszawy dwie osoby.

Prawie co trzecia osoba twierdzi, że większość ich znajomych jeździ po spożyciu alkoholu!



Dokładnie rzecz biorąc: 29 procent ankietowanych osób potwierdziło, że większość ich znajomych jeździ autami po spożyciu alkoholu. W tej samej ankiecie 12 procent badanych nie zgodziło się z tezą, że jazda pod wpływem alkoholu zwiększa w sposób istotny ryzyko wypadków! Badania zleciła Krajowa Rada Bezpieczeństwa Drogowego jeszcze przed startem kampanii.
Tyle fakty. Liczby. Twarde dane. Ale czy większość z nas, żyjących w Kraju Nad Wisłą nie czuje tego, że nadal, niestety, jest społeczne przyzwolenie na jazdę „po pijaku”? Nie trzeba badań, żeby to wiedzieć. Chociaż na pewno KRBD zlecając kampanię musiała mieć „podkładkę” w postaci takich badań. Ilu z nas słyszało w swoim życiu opowieść znajomego jak to przejechał się, nawet kawałek, po pijanemu. „Udało mu się”. Pewnie „uda mu się” jeszcze nie raz. Niestety. Bo to tylko potwierdzi go w przekonaniu o swojej potędze i szczęściu. Ten kierowca, który zabił 31 października dwie osoby z pewnością też nie jechał pierwszy raz po pijanemu. Mogę założyć w ciemno również drugą tezę: jego znajomi też wiedzieli o jego „wybrykach”. I co? Nic! Nic z tym nie zrobili. Bo póki „udaje się” pijanemu mordercy za kółkiem, to jest wszystko w porządku. Potępiamy dopiero tych, którym „się nie udało”. Czy ta kampania to zmieni? Wierzę, że tak. Mam jednak przekonanie, że nie trafia w sedno…

Krok wcześniej.

Moim zdaniem trzeba cofnąć się o jeden krok. Zabranie pijanemu kierowcy kluczyków to na pewno dobra decyzja. Jednak jest to leczenie objawów, a nie przyczyn. Przyzwolenie, patrzenie przez palce, przymykanie oka na opowieści znajomych o jeździe po pijanemu powinno już być wezwaniem do działania. Osoba tak powinna zostać wykluczona towarzysko, napiętnowana. Śmiem twierdzić, że takie wykluczenie towarzyskie osoby, o której wiemy, że zdarzało jej się jeździć po pijanemu, będzie bardzo dotkliwe. Nie można z uśmiechem na ustach przyjmować pijackich opowieści o prowadzeniu auta. Nasuwa mi się tutaj takie porównanie do osoby, która ze śmiechem opowiada jak to sobie strzelała z karabinu z okna. Na ślepo. Nikogo nie trafiła, na szczęście. Jazda autem pod wpływem środków odurzających (nie tylko alkoholu) to takie właśnie strzelanie z kałasznikowa na oślep w kierunku ulicy… Czy ja zaprosiłbym na imprezę kogoś o kim wiem, że po wyjściu może wyjąć karabin i zacząć strzelać na mieście? Nie. Dlatego też nie zapraszam ludzi, którzy wiem, że mają skłonności do wsiadania za kółko. Nie wkładam mu kluczyków do lodówki, nie chowam ich pod łódką. Po prostu wykluczam takiego osobnika ze swojego grona. Wykluczenie i napiętnowanie w towarzystwie może być dotkliwe.
Bo nie można tolerować. Przyzwalać, być biernym w takich sytuacjach. Następną kampanię proponuję zatytułować: „Jeździłeś po pijanemu? Nie jesteś zaproszony!”
Trwa ładowanie komentarzy...