Nie jest łatwo zostać alkoholikiem.

Wszędzie mówią, że alkoholikiem pozostaje się do końca życia. To stygmat, piętno, które trzeba nosić do końca życia. Nikt nie chce być napiętnowany alkoholizmem, szczególnie w społeczeństwie w którym pije prawie każdy. W społeczeństwie, gdzie alkohol odgrywa ważną rolę społeczną i historyczną. Towarzyszy nam od dnia narodzin aż do śmierci. Żyjemy w społeczeństwie w którym pije każdy, ale nikt nie jest alkoholikiem. Bo alkoholizm to upośledzenie, a sami alkoholicy to degeneraci, społeczne dno, upodleni i wymagający leczenia ludzie. Wielu uważa, że może nawet trzeba ich izolować od tej „zdrowej”, czyli pijącej części społeczeństwa. Nikt nie chce być alkoholikiem, dlatego tak ciężko jest nim zostać…

„Jeszcze nie jest ze mną tak źle”.

Negacja to rozpaczliwa próba obrony resztek godności. Jeśli osobista definicja bycia alkoholikiem była taka jak napisałem na początku, czyli zdecydowanie negatywna, to negowanie faktycznego stanu, zaprzeczanie będzie naturalne. Jest to niebezpieczne, ponieważ odsuwa człowieka od rzeczywistości i aktualnej sytuacji. Jeśli taki człowiek nie odczuwa dramatycznych skutków picia (utrata rodziny, pracy, zdrowia), to sytuacja taka może trwać latami. „Jeszcze nie jest ze mną tak źle”. Zawsze można się porównać. Zawsze można podbudować własne ego idąc ulicą i obserwując pijanych bezdomnych. Jeśli więc na pograniczu świadomości pojawiła się myśl, że może jednak z moim piciem jest coś nie tak, to w tym momencie zostaje ona odrzucona. Umysł skupia się na negowaniu, zaprzeczaniu. I od razu jest lepiej.
Rozmawiałem kiedyś z człowiekiem, który opowiadał pewnej rozmowie jaką odbył z przyjacielem. Znali się od lat, razem spędzili dzieciństwo, razem dorastali, wchodzili w dorosłość, zakładali rodziny. Razem też oczywiście pili. Pewnego razu przyjaciel mego rozmówcy odmówił pójścia na piwo po pracy i przyznał, że rozpoczął terapię bo jest alkoholikiem. Mego rozmówcę początkowo to rozbawiło, później wzbudziło złość. Próbował przekonywać swego przyjaciela, że ten na pewno myli się, przesadza i histeryzuje. Nie jest tak źle przecież. W końcu na piwo poszedł sam. Jednak ta rozmowa uświadomiło mu, że tak naprawdę to przekonywał samego siebie, że „nie jest tak źle”, a nie przyjaciela. Cała ta złość, frustracja dotyczyła tego, że uświadomił mu bolesną prawdę o nim samym. Kolega powiedział mu jasno to, co sam podejrzewał od jakiegoś czasu. Bo skoro on jest alkoholikiem to ja też mogę być. Piliśmy przecież tak samo! Budzi się niepokój, złość, sprzeciw i bunt przeciwko takiemu stwierdzeniu.



Zmienia się świadomość w społeczeństwie.

Trzeba jednak oddać, że powoli w naszym kraju zaczyna zmieniać się znaczenie słowa „alkoholik. Jest ono odbierane coraz częściej w aspekcie chorobowym, a nie moralnym. Dużą rolę odgrywają tutaj media oraz osoby znane, tzw. celebryci, którzy coraz częściej publicznie przyznają się do swojej choroby. Często wyznanie osoby publicznej, powszechnie znanej, szanowanej i lubianej może zrobić więcej niż lata rządowych programów do walki z alkoholizmem. W świadomości zaczyna działać mechanizm, że skoro on jest chory i mówi o tym, to znaczy, że nie jest to nic wstydliwego, to znaczy, że każdy może być. I to jest prawda: alkoholizm to choroba demokratyczna. Nie wybiera i może na nią zapaść profesor uniwersytecki i robotnik budowlany, lekarz, prawnik. Po prostu każdy bez względu na wykształcenie i wykonywany zawód.

Pierwszy krok.

Nie chcę pisać teraz o długiej drodze trzeźwienia, terapii, zmiany tożsamości, zmiany stylu życia i przewartościowaniach jakie czekają. Chcę powiedzieć po prostu, że pozostać alkoholikiem nie jest łatwo.
Pierwszy krok Anonimowych Alkoholików mówi: „Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu…”. No i znowu bunt. Bo może i przyznajemy już, że „coś tam nie gra”, że to jest choroba. To jak słyszymy, że należy uznać bezsilność, rodzi się sprzeciw.. To jest w przekonaniu wielu osób coś zupełnie nienaturalnego, bo przecież trzeba walczyć. Wszędzie mówią: „walcz z chorobą”, „nie poddawaj się”. Tymczasem tutaj mówią: ”poddaj się”, „zaprzestań walki bo przegrasz”. Paradoks: żeby wygrać trzeba się poddać… Normalnie człowiek nastawiony jest na walkę, podejmowanie wyzwania, podjęcie rękawicy. Słyszy się, że ktoś tam walczył i wygrał z chorobą, a skoro alkoholizm to choroba, więc trzeba walczyć. To naturalna reakcja. Tymczasem walka z alkoholem z góry skazana jest na porażkę. Jeśli więc wiem, że przegram to nie wychodzę na ring. Nie podejmuję walki i to jest moja szansa na zwycięstwo.
Dlatego nie jest łatwo zostać alkoholikiem. Popaść w uzależnienie-owszem, ale przyznać się do alkoholizmu i do bezsilności to już naprawdę trudne.
Trwa ładowanie komentarzy...