Alkoholik „z górnej półki”

Photo by Gunel Farhaldi
Każdemu wydaje się, że wie jak wygląda alkoholik. Jest brudny, śmierdzący, zaczepia na dworcu lub ulicy i prosi o drobne albo papierosa. Prawda jest taka, że na ulicach polskich miast żyje tylko kilka procent alkoholików. Większość osób uzależnionych doskonale się maskuje, ukrywa swój nałóg, często okłamuje swoich współpracowników, rodzinę, a co najgorsze-samych siebie, że jest wszystko w porządku… Wielu z nich piastuje wysokie stanowiska, kieruje firmami, odnosi sukcesy. To tzw. alkoholicy wysokofunkcjonujący-HFA (skrót ang. High-Functioning Alcoholic).

"Piję z klasą. Piję dobre trunki. Piję jak reszta mojego towarzystwa"
Tak o sobie myśli HFA. Ma rodzinę, dobrą pracę, przyjaciół, świetnie zarabia i „normalnie” żyje. Słowo „normalnie” zostało wzięte w cudzysłów nie bez powodu. Bo jest to „normalność” pozorna, „normalność” na pokaz, „normalność” do której HFA musi przekonywać siebie i najbliższych w coraz bardziej karkołomny sposób. Otoczenie początkowo nie wie o problemach HFA, a nawet jeżeli wie, to udaje, że problemu nie ma, a na pewno nie porusza tego na forum publicznym. Częstym powodem, że problem alkoholowy to temat tabu, jest fakt, że znajomi piją podobnie, a skoro kolega jest alkoholikiem, to ja również…, a przecież ja nie chcę być alkoholikiem, ja nie jestem alkoholikiem. Nie ma więc powodu żeby o tym rozmawiać. No i znowu staje przed oczami obraz ludzi z opuchniętymi twarzami pod sklepem monopolowym. Znowu porównanie, znowu znajdą się ci, którzy wyglądają gorzej, piją więcej. To oni mają problem - nie ja. Takie porównania przynoszą ulgę, koją duszę, uspokajają. Dla HFA największym problemem jest przyznanie się do nałogu przed samym sobą.



Komfort picia
W tak doskonałych warunkach i przy takim komforcie picia, nałóg może rozwijać się latami. Może być ukrywany przez rodzinę, współpracowników. HFA jest często tłumaczony przez żonę, męża, dzieci, współpracowników. Jest to zresztą często osoba bardzo lubiana, towarzyska. Bywa duszą wszelkich spotkań rodzinnych, firmowych. Jest inicjatorem wyjazdów integracyjnych, wakacyjnych wypadów. Oczywiście mocno zakrapianych alkoholem. Pije dużo, pije przy każdej nadarzającej się okazji. Otoczenie uważa to za niegroźne wybryki - bo „przecież trzeba się wyluzować, zresetować”. Nie wiedzą tylko, że HFA często pije sam. Czasami w domu wieczorem, czasami po pracy wstąpi do baru „na jednego”, czasami przed imprezą-taki mały „beforek”, albo po imprezie -„afterek”. To modne zresztą jest nawet…

Tykająca bomba zegarowa
Takie picie może trwać latami. HFA dobrze zarabia, więc nie ponosi finansowych skutków swojego picia. Często nawet „kupuje” sobie rodzinę, wychodząc z założenia, że przecież „nic im nie brakuje”. HFA utrzymuje dom, finansuje życie na wysokim poziomie bo „ma prawo” i „nikomu nic do tego, że wypije sobie wieczorem parę piw”. Codziennie.

Należy jednak pamiętać, że alkoholizm to choroba śmiertelna, podstępna i rozwija się cały czas. To po prostu równia pochyła. HFA są często prawnicy, lekarze, biznesmeni, dziennikarze, artyści, politycy - osoby bardzo dobrze sytuowane, dlatego problem wypływa na powierzchnię często po wielu latach.

Jedną z podstaw alkoholizmu jest utrata kontroli nad piciem. HFA któregoś dnia straci panowanie nad sobą i doprowadzi do sytuacji groźnej dla siebie lub otoczenia. Może to być spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu, agresywne zachowanie czy ryzykowne zachowanie seksualne. Generalnie chodzi o zachowanie, które w żaden sposób nie pasuje do codziennego życia osoby uzależnionej. HFA jest jak tykająca bomba zegarowa. Nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie.

Codziennie bez upijania lub tylko w weekendy
Czasami zdarza się, że HFA nie doświadczą w swoim życiu żadnego dramatycznego wydarzenia. Nie upadną, nie wydarzy się nic, co mogłoby nimi wstrząsnąć i nie uświadomią sobie problemu.

Można wyróżnić takie dwa podstawowe modele picia: wieczorne i weekendowe.

„Wieczorowy alkoholik” wypija codziennie kilka piw, drinków, lampek wina. Nie upija się do nieprzytomności, jednak bez alkoholu nie wyobraża sobie wieczoru i nie potrafi zasnąć. Poczytać dziecku przed snem? Porozmawiać z żoną o tym jak minął dzień? Nie. Przecież ważniejszy jest odpoczynek ze szklaneczką w ręku…

„Weekendowy alkoholik” ciężko haruje od poniedziałku do piątku, aby w końcu odebrać nagrodę. Pije do nieprzytomności do samej niedzieli. Urwane filmy, przygodne znajomości łóżkowe to normalny weekend takiego HFA. Na ogół są to single klasy średniej.

Często tacy ludzie nie czują fizycznej potrzeby wypicia, alkohol jednak w głowie HFA zajmuje najważniejsze miejsce. Ludzie tacy często o nim myślą, przygotowują się do picia, inicjują spotkania, wyjazdy, imprezy. Wszystko po to, żeby mieć okazję do wypicia. Dla nich „nawet brak okazji jest okazją”. Różne sytuacje społeczne kojarzą z alkoholem. Potrafią nawet nie pić dłuższy czas. I tutaj zaczyna się kolejny problem. Bo skoro HFA nie pije jakiś czas to nie jest alkoholikiem… Często sam przed sobą i najbliższymi pokazuje: „proszę bardzo-nie piłem miesiąc. Jak nie chcę to nie piję. Jak chcę to piję. Jaki problem?” Terapeuci nazywają to mechanizmem iluzji i zaprzeczeń. HFA tworzy iluzje po mistrzowsku. Umie manipulować, kłamać, maskować się doskonale. Tak doskonale, że przekonuje nawet, a może przede wszystkim, sam siebie…

HFA próbuje ograniczać picie, choć zwykle kończy się to i tak większą ilością wypitych piw niż zakładał, próbuje nie pić jakiś czas, próbuje pić tylko wino czy piwo. Należy jednak mieć świadomość tego, że alkoholik bez pomocy i wsparcia nie da sobie rady. Najważniejsze jest wsparcie najbliższych oraz alkoholicy. Najlepszą zaś pomoc można otrzymać w ośrodkach lub mitingach zamkniętych, gdzie każdy może się zgłosić anonimowo.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...